Pożegananie Bochenka #2 – 39 dni do ślubu!

pozegnaniebochenka2-5

Hej kochani! Od ostatniego wpisu z tej serii minęło łohoho i jeszcze dłużej. Dni do ślubu coraz mniej i żeby zdążyć upiec wszystkie bochenki piekarnik musiałby działać non stop. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło- pomyślałam, że w ramach pożegnań będę dzielić się z Wami relacją ze ślubnych przygotowań, a po ślubie będę dzielić się wrażeniami i podpowiem kilka trików dla przyszłych Panien Młodych :)

Przerwa w pieczeniu chleba i blogowej aktywności była generalnie związana z ‚przerwą w życiorysie’ przeznaczoną na dokończenie studiów. Nie tylko sprawy kulinarno-zawodowe zeszły na drugi plan, ale też sprawy weselne mocno zaniedbałam. Zapraszaliśmy gości tak naprawdę na ostatnią chwilę, zaczynając dopiero 2 marca (przypominam wesele 30 kwietnia :D). Same zaproszenia jednak minęły nam niezwykle przyjemnie- miło jest spotkać się i porozmawiać z każdym z gości i… u każdego zjeść ciacho! Na szczęście nie poszło nam to w boczki, a wręcz przeciwnie- od obrony zeszczuplałam ponad 3 kilo w zasadzie nic nie robiąc (czy to już ten moment kiedy panny młode cudownie chudną?).
pozegnaniebochenka2-2
Ze spraw organizacyjnych z grubsza mamy wszystko, ale z rzeczy drobniejszych masa szczegółów jest do dogrania np. repertuar muzyki, wystrój sali, przymiarka sukienki (nie mogę się doczekać! trochę się denerwuje- czy na pewno dobrze wybrałam?! już 5 kwietnia) i próbne fryzury z makijażem i  oczywiście menu, z którym czuję, że mogą być problemy na tle różnic pokoleniowych :) Jednak mimo wszystko generalnie żadne z nas zbytnio się nie stresuję. Oboje zdajemy sobie sprawę, że nawet przy rzeczach sprawdzonych i zaplanowanych coś może pójść nie tak, na co zupełnie nie mamy wpływu, a jedyny ratunek to spokój i uśmiech.

pozegnaniebochenka2-3

Taka historia właśnie przydarzyła się podczas pieczenia „Chleba pszennego codziennego na podmłodzie” oraz „Chleba pszennego wieloziarnistego”. Jak zwykle zaczęłam od zakupów w moim ulubionym sklepie i kupiłam potrzebne mąki- pszenną typ 750 i pszenną razową typ 2000.  Jakie było moje zdziwienie, kiedy otworzyłam mąkę i zobaczyłam brązowe drobinki. Bardziej niż pszenna wyglądała mi jak mąka pełnoziarnista! Otworzyłam drugie opakowanie, patrzę mąka jest identyczną, więc stwierdziłam, że coś mi się ubzdurało i wzięłam się do roboty. Chleb pszenny wymagał przygotowania wieczór wcześniej podmłody- czyli zaczynu który fermentuje 12-16h, natomiast drugi chlebek wyrastał w tzw. koszyku rozrostowym. Ogromnie się ucieszyłam mogąc używać tych koszyków- napełnianie ich ciastem to niezwykle ciepłe wspomnienie z dzieciństwa, kiedy wraz z babcią piekłyśmy chleb w tradycyjnym piecu chlebowym. Niesamowite ciepłe wspomnienie i chyba jedno z moich ulubionych…

pozegnaniebochenka2-4

Wracając do mąki… chyba jednak producent pomylił opakowania, bo oba chlebki tak jak się spodziewałam wyszły ciemne i ciężkie, co wcale nie oznacza, że nie smaczne. Piekłam je już wcześniej i to nie raz, w okolicy świąt Bożego Narodzenia- rodzina wprost oszalała na ich punkcie. Wtedy za każdym razem wychodziły takie jak w przepisie, teraz z pierwowzorem nie mają za wiele wspólnego. No cóż, może nawet ta dodatkowa porcja błonnika zrobi nam dobrze przed weselem ;)
TYGODNIE DO ŚLUBU: 6
UPIECZONE BOCHENKI: 3
POZOSTAŁO BOCHENKÓW: 26